sobota, marca 21, 2026

Długi weekend na Costa Blanca #1 czyli Alicante city break

 
Podobno Alicante to miejsce, w którym życie płynie wolniej, a codzienność smakuje kawą pitą w słońcu.

Czy wolniej? My tego nie zauważyliśmy bo turystów jednak było pod dostatkiem. 

Urokliwe wąskie uliczki starego miasta kryją małe knajpki, gdzie można spróbować lokalnych tapas i poczuć prawdziwy hiszpański klimat.

Poranki zaczynają się tu od szumu fal i zapachu morskiej bryzy a popołudnia od sjesty i rozmów przy chłodnej sangrii. 

Z pewnością mogę stwierdzić, że Alicante to idealne miejsce na city break + plażowy chill — masz tu i historię, i widoki, i świetne jedzenie. A w sezonie można się jeszcze opalić.



Największą atrakcją miasta jest Castillo de Santa Bárbara, skąd możba podziwiać piękne panoramy na całe miasto i morze.






Wchodziliśmy tam pieszo, krążąc (i gubiąc się) starymi, hiszpańskimi uliczkami. Jest troszkę schodów do pokonania pod górę ale można też podobno wjechać windą. Myślę, że o zachodzie słońca to miejsce jest jeszcze piękniejsze. 







W kilka minut od centrum dojść można na plażę Playa del Postiguet z jasnym piaskiem i oczywiście palmami. 


My tam zahaczyliśmy o restaurację Samoa, gdzie można przy stoliku podziwiać zachód słońca z widokiem na marinę.



Ale chyba najbardziej charakterystycznym miejscem tego miasta jest Explanada de España. To długi deptak wzdłuż miasta wyłożony mozaiką z kamieni. 

Spacerować można w słońcu ale i pod palmami napotykając często street artystów. Na każdym kroku znaleźć można miejsce by się zatrzymać na coś do picia czy jedzenia. 



To serce lifestyle’u Alicante. Warto usiąść w małej restauracji czy kawiarni na zewnątrz i po prostu cieszyć się chwilą.

Wspinając się na zamek, przechodziliśmy kolorową dzielnicą El Barrio, która słynie z wąskich uliczek i domów położonych na wzniesieniu. 

Jeśli ktoś z Was googlował Alicante to na pewno trafil na zdjęcia domów przy schodach z niebieskimi donicami czy drzwiami. 


I powiem Wam, że nie udało nam się zrobić w tym miejscu pamiątkowego zdjęcia bo nie chciało nam się po prostu stać w kolejce... Turyści nadciągali z góry i z dołu, jedni drugim wchodzili w kadry i widać było niemałe napięcie. Stąd widząc sytuację zrezygnowaliśmy ze zdjęć w tym miejscu. 

Rozczarował nas również widok "ulicy grzybów" w centrum. Nie jest to naszym zdaniem miejscówka "must do" bo nie dość, że jest to dosłownie kilka figur, w bardzo małej uliczce, gdzie też większość chce to sfotografować to akurat teraz były wszystkie w trakcie renowacji i zostały zabezpieczone lub ogrodzone.



To był długi dzień i na prawdę było co robić w Alicante. Miasto było naszą bazą skąd podróżowaliśmy do Benidormu i Murcji. Ale o nich kilka słów w kolejnych postach :) Serdecznie zapraszam  :)

Copyright © 2017 Other Than Pink