Czy wolniej? My tego nie zauważyliśmy bo turystów jednak było pod dostatkiem.
Urokliwe wąskie uliczki starego miasta kryją małe knajpki, gdzie można spróbować lokalnych tapas i poczuć prawdziwy hiszpański klimat.
Poranki zaczynają się tu od szumu fal i zapachu morskiej bryzy a popołudnia od sjesty i rozmów przy chłodnej sangrii.
Z pewnością mogę stwierdzić, że Alicante to idealne miejsce na city break + plażowy chill — masz tu i historię, i widoki, i świetne jedzenie. A w sezonie można się jeszcze opalić.
Największą atrakcją miasta jest Castillo de Santa Bárbara, skąd możba podziwiać piękne panoramy na całe miasto i morze.
Wchodziliśmy tam pieszo, krążąc (i gubiąc się) starymi, hiszpańskimi uliczkami. Jest troszkę schodów do pokonania pod górę ale można też podobno wjechać windą. Myślę, że o zachodzie słońca to miejsce jest jeszcze piękniejsze.
W kilka minut od centrum dojść można na plażę Playa del Postiguet z jasnym piaskiem i oczywiście palmami.
My tam zahaczyliśmy o restaurację Samoa, gdzie można przy stoliku podziwiać zachód słońca z widokiem na marinę.
Ale chyba najbardziej charakterystycznym miejscem tego miasta jest Explanada de España. To długi deptak wzdłuż miasta wyłożony mozaiką z kamieni.
Spacerować można w słońcu ale i pod palmami napotykając często street artystów. Na każdym kroku znaleźć można miejsce by się zatrzymać na coś do picia czy jedzenia.
To serce lifestyle’u Alicante. Warto usiąść w małej restauracji czy kawiarni na zewnątrz i po prostu cieszyć się chwilą.
Wspinając się na zamek, przechodziliśmy kolorową dzielnicą El Barrio, która słynie z wąskich uliczek i domów położonych na wzniesieniu.
Jeśli ktoś z Was googlował Alicante to na pewno trafil na zdjęcia domów przy schodach z niebieskimi donicami czy drzwiami.
I powiem Wam, że nie udało nam się zrobić w tym miejscu pamiątkowego zdjęcia bo nie chciało nam się po prostu stać w kolejce... Turyści nadciągali z góry i z dołu, jedni drugim wchodzili w kadry i widać było niemałe napięcie. Stąd widząc sytuację zrezygnowaliśmy ze zdjęć w tym miejscu.
Rozczarował nas również widok "ulicy grzybów" w centrum. Nie jest to naszym zdaniem miejscówka "must do" bo nie dość, że jest to dosłownie kilka figur, w bardzo małej uliczce, gdzie też większość chce to sfotografować to akurat teraz były wszystkie w trakcie renowacji i zostały zabezpieczone lub ogrodzone.


































