piątek, stycznia 29, 2021

Moja szafa 2020 czyli coraz bardziej kapsułowa

Marynarki i garnitury...Czyli wyznaczniki mojego stylu. Może bardziej szafy niż stylu bo czy mam styl to akurat nie mnie oceniać... W każdym razie to po nie sięgam na codzień choć, żeby nie kłamać, niecodziennie ;-)
Obiecuję, to już ostatni post podsumowujący moją modową ścieżkę w zeszłym roku ale jak wcześniej wspominałam trzeba było podzielić ten wpis na kilka mniejszych.

Przeglądając zeszłoroczne posty nareszcie zauważyłam jakąś drogę... Jakąś jedną myśl i konsekwencję. Czasami przygotowując całoroczne podsumowanie wyhaczałam połączenie, których wcześnie bym nie założyła i odwrotnie - widziałam zestawy w których więcej bym już nie powtórzyła. 

Moją "marynarkową" kolekcję w stylizacjach możecie znaleźć TUTAJ a "garniturowe" podsumowanie TUTAJ


Przygotowuję takie modowe zestawienie co roku ale jeszcze nigdy dotąd nie było tak spójne. Albo inaczej - z roku na rok moja szafa jest coraz bardziej spójna i wiem czego chcę. Rozróżniam w czym mi dobrze albo w czym czuję się dobrze. 

Były również i "wpadki" oraz "nieudane próby" stylizacyjne ale o nich przekonałam się dopiero spoglądając kolejny raz na ten sam zestaw. To nowe spojrzenie upewniło mnie w tym, że albo tam coś nie pasuje albo całość po prostu nie jest dla mnie.

Czasem wracam do pewnych rzeczy i próbuję ich na nowo ale niestety rzadko okazuje się, że było warto... Tak było na przykład z koronką. Od czasu do czasu próbuję jej w nowej formie czy fasonie ale póki co na razie to nie dla mnie. Podobnie jest z tiulami, zwiewnymi dziewczęcymi szyfonami, kokardkami, itp... Nie pasuję do nich. 

Lubię duże, ciężkie formy i najlepiej się nimi zakryć. Bardziej lub mniej warstwowo. Stąd chyba też ta miłość marynarek. 

Życie w Anglii dodatkowo przyczyniło się do pielęgnacji tej miłości bo pogoda przez większość roku pozwala na ich zakładanie w roli okryć wierzchnich. Z grubszymi lub cieńszymi docieplaczami pod spodem ale nie jest to przeszkodą. Nawet zimą mogę wyjść w grubym golfie z ciężką marynarką zamiast płaszcza. Spokojnie - wszystko ma swoje temperaturowe granice ;-) 

Z tego uzależnienia wykiełkowało kolejne, mocno z nim związane, bo do "gór" zaczęły pojawiać się "doły". Prościej mówiąc coraz więcej garniturów zaczeło wisieć w mojej szafie. Często marynarka pojawiała się dużo wcześniej sama a za jakiś czas trafiałam na okazyjną cenę spodni na przykład na aukcjach internetowych. 
Są oczywiście i takie, które kupiłam w komplecie ale o wiele bardziej cieszy ich "zdobywanie / polowanie" niż po prostu kupowanie ;-)

Mam wiele wariantów w swojej szafie... I wszystkie te formy mieliście okazję na blogu w tym roku zobaczyć choć akurat nie wszystkie garnitury. Z kamizelką zamiast marynarki czy ze spodenkami i spódnicą zamiast spodni.


Z szafy wywędrowały w nowe ręce niezakładane buty czyli mokasyny i espadryle. Baletek już dawno się pozbyłam, podobnie jak płaskich kozaków za kolano, tzw "muszkieterek"... To były stracone pieniądze. Pięknie wyglądają w nich filigranowe, delikatne kobiety (a to nie mój typ sylwetki) ale ja czułam się w nich jak lalka. 

Za to nie brakowało sportowych butów (absolutnie uwielbiam!) i ciężkich botków. Te drugie służyły mi również latem. A co, niech się nie kurzą! ;-)



W zeszłym roku robiłam poraz kolejny podchody do koszul ale nadal za sobą nie przepadamy. Miałam nawet kilka zamówień z kilku sklepów gdzie zamawiałam kilka rożnych koszul w różnych fasonach z myślą, że może coś mnie przekona ale niestety dajemy sobie ponownie przerwę ;-) 
A mówią i piszą, że koszula to "must have"...
No na pewno nie mój... Zresztą, wiecie jak to jest z tymi "masthewami" - to tylko my wiemy co jest dla nas dobre i w czym dobrze się czujemy. A nie żadne poradniki.

Choć muszę przyznać, że tych modowych poradników to ja sporo przeczytałam i chyba to czytanie troszkę mi oczyściło "modowe myślenie". Czytanie, a nie to co przeczytałam ;-) 


Jakiś czas temu prawie "łykałam" każdy poradnik i tylko listy "must have" do kupienia rosły. Myślałam, że ciągle robię coś źle... A ja po prostu zapomniałam o tym co na prawdę lubię. Stąd też zeszły rok był to czas przede wszystkim czytania o modzie ale od strony jej historii a nie porad "kto-co-z czym". 


Moja modowa biblioteczka ciągle rośnie i przyznam, ze mnie ta strona mody bardzo ale to bardzo ekscytuje. Ta nowa dla nas wszystkich sytuacja i przebywanie większości w domu przyczyniła się również do wygospodarowania dodatkowego czasu na czytanie. A dla mnie, oprócz kilku dziesiątek thrillerów, był też to czas na "historię mody" choćby z książek.


Do kapsułowej szafy wiedzie mnie coraz mniej kręta droga ale myślę, że jeszcze sporo wybojów przede mną. Ważne, żeby była ona tym co lubimy a nie tym co nam narzucają. Nie każdy lubi spódnice czy spodnie rurki. To, że ja mam marynarkę nie znaczy, że każdy musi ją mieć. 

W czym się upewniłam modowo w zeszłym roku?
- marynarki i garnitury to podstawa mojej szafy i stylizacji - choćby same ;-)
- spodnie u mnie bardziej lubiane niż sukienki
- jeśli mini to z ciężkimi butami
- koszule to nie mój "must have"
- częściej casual niż formalnie
- jak garnitur to na sportowo
- nigdy za dużo marynarek
- nie po drodze mi z klasyką
- lubię się z kolorem i odkrywam ich coraz więcej
- nakrycia głowy to mój ulubiony dodatek
- jeśli biżuteria to kolczyki duże koła i to do wszystkiego
- nie stronię od rajstop a najbardziej lubię te w ciekawe wzory a te towarzyszyły mi w wielu stylizacjach zeszłorocznych


Jeśli chodzi o "trendy" czy typowo sezonowe elementy stylizacji nie lubię jak coś leży w szafie i czeka na "swoją" porę roku. Poza tym:
- kolejny rok nie mogłam przekonać się do letnich torebek koszyków
- próbowałam znaleźć odpowiednią parę szpilek-klapeczków ale nie było to dla mnie komfortowe obuwie - nie, że szpilka bo je lubię ale po prosto nie umiem chodzić w takiej formie szpilek swobodnie
- z tego co pamiętam może raz założyłam czarną ramoneskę więc chyba pora na jej wyprowadzkę
- w tym roku szczególnie mocno ze wszystkich stron "pchały" się na nas dresy, i wybór ich teraz jest tak przeogromny jak nigdy. Ale to nie dla mnie. Bluza sportowa tak ale nie w duecie z dresowymi spodniami. I choć ogladałam mnóstwo fajnych stylizacji z dresami to ja nie potrafię się w nich odnaleźć.

Na szczęście moda jest teraz otwarta na wszystkie nasze upodobania :) A ja czerpię dużą radość z zabawy nią!

I nie wiem czy nie zgubiłam czegoś po drodze pisząc to zeszłoroczne podsumowanie ale mam nadzieję, że Was nieco zaciekawiłam a nie zanudziłam ;)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2017 Other Than Pink