wtorek, lipca 09, 2019

Nasze Rzymskie wakacje czyli długi weekend w Rzymie

Nie mogłam sobie lepiej wymarzyć! 

...męża :)

Prezentem na 10 rocznicę ślubu okazał się kilkudniowy wyjazd do Rzymu! I to oznaczało, że jedno z moich marzeń może się ziścić!

Bilety, hotel i opieka nad dziećmi były zorganizowane przez mojego męża na długo przed tym kiedy dostałam prezent. Pozostało tylko wypisać urlop i się spakować :)

Na kilka dni przed wyjazdem nie mogłam spać! Jak małe dziecko.  Do wszystkiego podchodzę bardzo emocjonalnie, bardzo przeżywam. Czasem śni mi się coś po nocy. Tak byłam podekscytowana, że wszystkie myśli krążyły wokół tego. Z jednej strony zastanawiałam się czy zostawiać maluchy na tak długo (pierwszy wyjazd bez nich na tak długi okres) a z drugiej nie mogłam się doczekać tego co jeszcze dla nas nieznane.

Wiedzieliśmy jakie miejsca chcemy zobaczyć ale i dodatkowo też czytaliśmy przewodniki gdzie mogliśmy znaleźć miejsca, o których nie słyszeliśmy lub po prostu się zapomniało. 

Zrobiliśmy listę a potem zaczęła się selekcja jak również plan dzienny. Pomocna w tym okazała się aplikacja Google Maps gdzie można sobie zorganizować wszystko w jednym miejscu.

Wystarczy dłużej przytrzymać znacznik na danym miejscu, które nas interesuje a następnie gdy pojawi się nowe okienko ze zdjęciem i informacjami klikamy na nie i symbol "zapisz". Tworzymy nową listę (+ nowa lista) i zapisujemy. 

Jeśli chcemy sprawdzić lub edytować swoją listę wystarczy kliknąć mapy w górnym prawym rogu, następnie "Twoje miejsca"   -   "Zapisane" i w tym widoku wybieramy naszą poszukiwaną listę. 

Możemy też zobaczyć wszystkie zaznaczone miejsca na mapie zmieniając widok na "Wyświetl mapę".

Kiedy wiedzieliśmy co chcemy zo6baczyć trzeba było sprawdzić czy są potrzebne wejściówki i opłacić je przez Internet, żeby nie stać w kolejkach do kasy na miejscu bo wiadomo było, że będą jeszcze kolejki do wejścia.

Kwestia poruszania się po Rzymie była jasna. Wiedzieliśmy, że bedziemy to robić pieszo bo wszędzie było blisko na tyle, że szkoda było przeoczyć te wszystkie piękne zakamarki miasta spędzając ten czas patrząc na tunel metra. Wiadomo, każdy robi co lubi i można kupić różnego rodzaju "pass'y" (np. Roma Pass) , które oprócz dostępności metra umożliwiają również zniżki na niektóre atrakcje a jeszcze inne są wliczone w cenę. My na prawdę chcieliśmy się cieszyć każdą chwilą w tym miejscu, podziwiać i odkrywać, powoli niespiesząc się a nie tylko przemieszczać się z miejsca na miejsce i skreślać z listy. 

Rzym na prawdę jest miastem gdzie wszędzie można dotrzeć pieszo bez trudu. Poza tym spacerując można przypadkiem natrafić na fajne choć niekoniecznie popularne miejscówki gdzie jest pięknie ale mniej turystów. Dodatkowo po drodze znaleźć knajpkę z dobrym jedzeniem a i nieco tańszym bo nie przy głównej ulicy czy głównej atrakcji ;-)

A tam jedzenia jest aż nadto! Nigdzie jeszcze tak dobrze i tak tanio nie jadłam! Lokalny "streetfood" to absolutny hit. Tyle pyszności za dosłownie drobne. Zabierasz kawałek pizzy czy panini i idziesz dalej. Ale o tym rozpiszę się nieco więcej w osobnym poście. 

Z lotniska mieliśmy wykupiony również wcześniej bilet na autobus, który zabrał nas do głównej stacji w Rzymie - Roma Termini. Można oczywiście wziąć taksówkę ale to koszt 40-50 euro a autobus na nas dwoje kosztował łącznie tylko 9 euro. Stamtąd biletem za półtora euro dojechaliśmy metrem na najbliższą stację naszego hotelu czyli Lepanto.

Jeśli chodzi o miejscówki to nasz hotel mial dosłownie idealną lokalizację jak i widoki z okna. Przez te 4 dni mieszkaliśmy w hotelu I love Vatican (czyli jak nazwa wskazuje w Watykanie) skąd mieliśmy bezpośredni widok na zamek Św. Anioła a na plac św. Piotra dosłownie 10min. 


I tam właśnie spacerowaliśmy wieczorami. 


Po przeciwnej stronie hotelu, na około zamku wyznaczony była taka strefa, prosto nazywając, rozrywkowo-wypoczynkowa. Można było coś zjeść, kupić pamiątki, posłuchać czytania książek, pograć w olbrzymie szachy, ping-ponga czy piłkarzyki. Tam też codziennie wieczorami odbywał się koncert na żywo i to chyba najbardziej nas przyciągało. Dobra muzyka! :)



Codziennie robiliśmy od 16 do 20 km w zależności od dnia i poza dwoma odciskami wogóle nie czuliśmy tak długiej drogi. Nigdzie się nie spieszyliśmy, wiele miejsc do zobaczenia w drodze, a dodatkowo miejsca do jedzenia -  to kawiarnia, lodziarnia, restauracja, itp więc jakby kilometry się kasowały. 

Po powrocie do hotelu wybieraliśmy się na kolację co wieczór do innej restauracji, żeby zawsze spróbować coś nowego. Zaciekawiło mnie, że kelnerzy nie zapisują zamówień na żadnej kartce i zawsze wszystko po prostu pamiętali. A jedzenia było co wieczór oj sporo!

Chcę Wam powolutku wszystko pokazać i opisać (a jest tego sporo i lepiej na raty) więc niech ten post będzie początkiem podróży po naszych "rzymskich wakacjach" (a apropos - o tym też jeszcze coś wspomnę ;-) )

Serdecznie zapraszam xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2017 Other Than Pink